Niepodróże

za próg i do nigdzie, … … … …

W Czechach się bawią

Published by kaczor1 under on 22:45
...
Šlapací vozítka v centru Hradce Králové





















href="http://tvhradec.cz//Reportaze/Kultura/Slapaci-vozitka-v-centru-Hradce-Kralove.aspx" targer="_blank">Film

 (Evzen jakiś tam, główny organizator):
Organizujemy właśnie wyścigi pojazdów na pedały, już po raz drugi, w Hradcu Kralove, spodziewamy się także udziału Włochów i Francuzów. Historia wyścigów narodziła się we Francji, teraz zaczynamy z tym my, [niewyraźnie], swój przyjazd zadeklarowały co najmniej 2 - 3 osoby, tak więc spodziewamy się, że dotrą.

(Wodnik Franta): Ja jadę zupełnie pierwszy raz [niewyraźnie]

Oceniamy tu przede wszystkim stronę techniczną, tj. w naszym przypadku szybkość pojazdów, ale oprócz tego oceniamy jeszcze estetykę, czyli wygląd, a w tym obszarze liczy się wrażenie artystyczne. Ideą tych wyścigów jest zabawa, żart i po prostu dobre towarzystwo, zabawianie widzów.
Zwycięzcy dostają puchary, od największych po tego ostatniego, ten malutki puchar. My jeszcze poszliśmy nieco inną drogą, dajemy te ceramiczne pojazdy, co jest takim rarytasem.

Tłumaczenie ze słuchu
Makenzen

Rowerem nad Morze

Published by kaczor1 under , , on 12:58
...
Scenariusz i reżyseria
Życie i okoliczności naszej rzeczywistości

W rolach głównych występują
Gemsi jako Gemsi
Storm jako Storm

W pozostałych rolach
Jako rowery poziome, FGK3 oraz SLR

Montaż
Gemsi

Zdjęcia
Storm i Gemsi

Get Flash to see this player.



A jeśli ktoś woli czytać nisz oglądać, relacja jest tu >>> www.roweremnadmorze.pl

Oraz zdięcia >>>  http://storm.oceangirl.eu/pomorze2011/cz1/

Wyprawa, przygoda, wyzwanie.

Published by kaczor1 under , , on 12:35
...

W rolach, głównych,

Gemsi and Storm

Opowieść o zmaganiach, rozterkach i oczekiwaniach. Opowieść, wyreżyserowana przez życie, do której scenariusz napisała droga.

Wkrótce, na ekranach waszych komputerów.

Nowy rekord na Northbrook

Published by kaczor1 under on 00:10
...


Sean Costin, na owalnym otwartym torze Northbrook, ustanowił nowy rekord.
Na rowerze poziomym bez osłon aerodynamicznych, pokonał 200m w 10,81 sekundy, co daje 66,604km/h









Informacja tym bardziej dla nas przyjemna, bo rekord ustanowił na rowerze Velocraft Nocom ,który jak zapewne niektórzy wiedzą, jest zaprojektowany i produkowany w naszym kraju.



Pętla Warszawa - Płock - Warszawa

Published by kaczor1 under on 23:15
...
Dziś miał nastąpić mój samotny atak na pętle, Warszawa-Płock-Warszawa, łącznie jakieś 235km

Niestety znowu deszcz, który sprawia, że jedyne co mi się chce, to przewrócić się na drugi bok, co niniejszym czynie, bo nie chcę zakończyć wycieczki jak Franc, Gemsi i Strom, którzy pokonywali tą pętelkę w podobnych warunkach.

Dojechali jedynie do miejscowości Szkarada, gdzie szkaradna pogoda zniechęciła ich do dalszej jazdy.





III Turniej rycerski na dworze Konrada Mazowieckiego.

Published by kaczor1 under on 23:24
...

Zbiórka o ósmej rano.
Prowodyr zamieszania ma chyba coś nie po kolei, lub jest sadystą, aby tak
bardzo nie ludzką porę wybrać na spotkanie.

No nic...
Za oknem raczej mało optymistycznie zapowiadający się poranek, więc zawartość sakwy, równie deszczowym nastrojem napełniona, wisi u boku roweru.
Zbieram się i bez patrzenia na termometr, wbrew pogodzie, ubrany iście letnio,
hajda na punkt zborny.
Chłodno, a mimo szybkiego tępa (zaspałem i jestem spóźniony) całą drogę do punktu docelowego pokonuje, jedynie z nadzieją, że zaraz się rozgrzeje.
I tak też istotnie się dzieje, szkoda tylko, że dopiero na miejscu, gdzie zresztą docieram przed czasem.
Po chwili zjawia się tłumnie cała ekipa.
To znaczy Woydzio zjawia się tłumne, a buczenie telefonu oznajmia, iż Franc rodzinie czas poświęcić musi i tym razem nie dołączy do naszego grona.
Kończę więc napoczętą kanapkę, Woydzio napoczętego papierosa i w składzie 50procent szosowców i 50procent poziomów, ruszamy w drogę.

Trasa zaplanowana przez Konstancin.
Na początku trzymamy tępo 35-40 co wreszcie pozwala mi, na osiągnięcie odpowiedniej temperatury.
Na wysokości Wilanowa zwalniamy, aby nie być na miejscu zbyt wcześnie.
Przez całą drogę z wyjątkiem paru podjazdów, trzymamy w miarę równe tempo na poziomie 30km/h.
Czyli nie zbyt wolno, ale też nie do zarżnięcia się.
W Konstancinie objazdy, remont mostu i nawierzchni drogi, zmusza nas do pieszej wędrówki (chodzenie jest głupie).
Na wylocie z Konstancina, droga jest tak dziurawa, że poruszam się możliwie blisko prawej krawędzi drogi.
Możliwie blisko, czyli prawie środkiem drogi, co nie jest w smak kierowcy, u którego brak możliwości wyprzedzenia rowerzysty rodzi frustracje tak dużą, że musi ją wyładować na klaksonie. Dopiero po chwili dochodzi do jego świadomości fakt, że próby wywierania na nas presji w tej formie, są kompletnie bezcelowe i bezskuteczne. Pozostali kierowcy mają chyba więcej wyobraźni, ponieważ nikt na nas już nie trąbi i nie mija na gazetę, a i ruch niezbyt duży, całą trasę czyni o wiele przyjemniejszą.
Kilka podjazdów po gładkiej drodze i zjazdów z niespodziewanymi dziurami, z których jedną udało mi się zaliczyć z impetem, któremu towarzyszył dźwięk młota kowalskiego uderzającego o kowadło,
korek w Górze Kalwarii i po około 1,5 godziny, w towarzystwie chłopów, co w średniowieczne szaty i okulary przeciwsłoneczne odziani byli, staliśmy w sklepie spożywczym, przy Czerskim „rynku”.

Po wysłuchaniu opowieści o tym jak to jednej z drużyn niecnie skradziono przy osłonie nocy proporzec, który został przy użyciu chytrego podstępu wykupiony za „piwo” będące w istocie wodą z sokiem, oraz o tym, iż w jednej z drużyn mają pazia o ksywce pączek ( sami pomyślcie jak to brzmi – Nazywam się Pączek i jestem Paziem) . Udaliśmy się na zamek, gdzie przy kasach spotkała nas miła niespodzianka – dla rowerzystów wejście po 5zł.
Jak się okazało wczesna pora naszego wyruszenia, nie miał nic wspólnego ze skłonnościami Woydzia do znęcania się nad bliźnimi i była bobrze przemyślana. Dzięki temu, mogliśmy uniknąć tłumu przy kasach, spokojnie rowery przypiąć na głównym dziedzińcu i nie poszturchiwani przez nikogo, zwiedzić rozstawione kramy, na których zaprezentowano między innymi:



    Nowe typy bidonów


     Letnie obuwie rowerowe


   
   Wysoko energetyczną żywność


      odzież termo-aktywną














Nie zapomniano również o jakże ważnej ochronie głowy.
Zaprezentowano kaski zarówno dla szosowców, jak i modele
full face, dla miłośników Downhilu.









Zwłaszcza te drugie, cechowały się unikalnym i nowoczesnym wzornictwem, które z pewnością zasługiwało na uwagę.


                      Zainteresowaniem cieszyły się również krzesełka turystyczne.



Oraz idealne na długie wycieczki, odtwarzacze muzyki w formacie MP3, wyposażone w nowoczesne ogniwa paliwowe, wykorzystujące alkohol.



Dobra.
Starczy  tych rowerowych wygłupów, będzie troszeczkę na poważnie.

 

Z historią zamku w Czersku chętni mogą zapoznać się tutaj [>>>klik] .
Sam zamek jako atrakcja turystyczna, jest obiektem mało atrakcyjnym i nudnym.
Po prostu, nie za bardzo jest tam co zwiedzać.













Natomiast jako miejsce stanowiące oprawę organizowanych tam spotkań, lekcji plenerowych historii żywej, czy właśnie turnieji, sprawdza się bardzo dobrze i zapewnia organizowanym tam imprezą, bardzo fajny średniowieczny klimat.
Taka wisienka na torcie.












Nie jestem specjalnie entuzjastą inscenizacji, czy tego typu pokazów. Jechałem do Czerska nastawiony bardzo sceptycznie.
Jak się na miejscu okazało, Turnieje nie są ani inscenizacjami, ani pokazami.
Turnieje są najprawdziwszymi w świecie zawodami. Zawodami w różnych konkurencjach. Łucznictwie, szermierce na miecze, żucie oszczepem, i w wielu innych konkurencjach.



Ludzie organizujący całe przedsięwzięcie, podchodzą do tematu naprawdę bardzo poważnie i z dużą dbałością o szczegóły - to nie są zabawy dla małych chłopców.
Jako że, nie bardzo w tej tematyce się oręduje, zainteresowanych odsyłam na stronę Warszawskiego Bractwa Rycerskiego, które było współgospodarzem turnieju.  
Strona Bractwa Smocza Kompania [>>>klik]
Więcej zdięć [>>>klik]
Gdzie jest Czersk [>>>klik]

Great Moonbuggy Race 2011

Published by kaczor1 under , on 05:06
...
W Alabamie w dniach 1-2 kwietnia, ponownie odbyły się zmagania przyszłych inżynierów i ich konstrukcji.
Tym razem do rywalizacji w Great Moonbuggy Race organizowanym przez NASA przystąpiło ponad siedemdziesiąt zespołów z dwudziestu dwóch państw. Zespoły składają się z uczniów szkół średnich lub stunentów uczelni wyższych.



A o co chodzi?

Każdy zespół jest zobowiązany do samodzielnego zaprojektowania i zbudowania pojazdu Moonbuggy, który sprosta wymaganiom i problemom jakie napotykają oryginalne księżycowe łaziki.
Pojazd musi być napędzany siłą ludzkich mięśni, przynajmniej przez jednego członka załogi. Zespół sam wybiera spośród siebie dwuosobową załogę (kobietę i mężczyznę ), która ma pojazd prowadzić podczas wyścigu.
Sprężyny, czy koła zamachowe, lub jakiekolwiek urządzenia do magazynowanie energii nie są dozwolone.
Pojazd musi po złożeniu zmieścić się w sześcianie, o wymiarach 4x4x4
Musi dać się przenieść przez załogę, w złożonej konfiguracji (co jest pokazane na filmie) na dystansie 20stóp, bez użycia dodatkowych elementów (kół czy podpórek) oraz bez kontaktu z ziemią.
Pojazdy, które nie zostały zbudowane przez zespół stertujący samodzielnie, nie są dopuszczane do wyścigu.

Wszystkie elementy pojazdu, z którymi zawodnicy mają stały kontakt, czyli siedzenia, kierownica i pedały, nie mogą być niżej niż 38,1 cm nad ziemią.
Promień skrętu nie może przekraczać 15 metrów.
Zaleca się, aby pojazdy miały nisko położony środek ciężkości, a w przypadku stwierdzenia niestabilności pojazdu, zostaje on wykluczony z wyścigu, ze względów bezpieczeństwa.

Nie ma ograniczeń co do sposoby wykonania układy jezdnego. Do poruszania się Moonbuggy, może wykorzystywać koła, gąsienice, czy co konstruktorom przyjdzie do głowy. Organizatorzy w tej kwestii zachęcają do kreatywnego myślenia, jednak jak widać, zespoły decydują się na sprawdzone rozwiązania.

Łaziki również muszą być wyposażone w elementy, które symulują prawdziwe wyposażenie pojazdu księżycowego – atrapy anten, kamer, reflektorów, baterii itd. Wszystkie atrapy mają mieć określone przez regulamin wymiary.

A jeśli już wszystkie te kryteria są już są spełnione, pozostaje jedynie sprostać wymaganiom półmilowego specjalnie przygotowanego toru, który ma zasymulować kratery, lawę, skały, oraz glebę naszego ziemskiego satelity.



Zdjęcia z wydarzenia >>>klik




Lista zwycięzców >>>klik (strona anglojęzyczna)

...

I kolejny traik dla dziecka.

Published by kaczor1 under , , , on 14:53
...
Tym razem wymyślony za naszą wschodnią granicą.



Rower wykonany na szybko z dostępnych pod ręką materiałów, pomimo że projektowany dla dziecka to zasada i sposób wykonania układu kierowniczego jest wykonany tak jak w przypadku konstrukcji dedykowanej osobie dorosłej. Stabilność roweru pozwoliła na zastosowanie zastąpić klasyczną kierownicę, układem dźwigni, co jak widać na poniższym filmie, okazało się całkiem fajnym pomysłem.


Młody rowerzysta ma dopiero rok i siedem miesięcy i na razie nie bardzo sam panuje nad swoim pojazdem. Jak mu będzie szła nauka?
Czas pokaże.



więcej na http://www.velodreamer.com/ (strona w języku rosyjskim)

...
 

Lipsum

Followers